Czy możemy kogoś nauczyć miłości ojczyzny? To tak, jakbym powiedział „Batem i knutem zmuszę cię, abyś pokochał samego siebie". Ojczyzna - to nie tylko pola i góry, polegli bohaterowie, mowa ojczysta, kości przodków na cmentarzach, chleb i kraj - nie. Ty jesteś ojczyzną, ty od stóp do głów, w całej twej cielesnej i duchowej istocie; ona cię urodziła, ona cię pogrzebie, żyjesz nią i wyrażasz ją w każdej kalekiej, wspaniałej, gorejącej i nudnej chwili, których suma tworzy twoje życie. A twoje życie jest chwilą w życiu ojczyzny.

Nie umiem nauczyć cię miłości ojczyzny: szaleńcem jest ten, kto zaprzecza samemu sobie. Twoja ojczyzna jest osobistością ponadczasową, zwielokrotnioną w wymiarze historycznym. Ojczyzna jest losem, także indywidualnym. To nieważne czy kochasz ją, czy nie. Jesteście jednią. Ale zdaje mi się, a nawet wiem, że ty... - słowem, uroczyście, w piśmie i na podium - dajesz raczej świadectwo miłości i wiary w państwo. Bowiem niczego nie należy oczekiwać od ojczyzny. Ojczyzna nie daje odznaczeń ni posad ani chleba z masłem. Ojczyzna jedynie jest. Ale państwo daje wyśmienite stalle, śliczne breloczki do twojego surduta, pierwszorzędny ochłap, jeśli sprawnie mu służysz, jeżeli chodzisz wokół niego z kadzidłem, jeżeli - po męsku, z wypiętą piersią - wyznajesz przed światem, że kochasz państwo, także wtedy, gdy łamią cię kołem. Człowieka za coś takiego w ogóle nie łamie się kołem. I właśnie dlatego każda miłość do państwa jest podejrzana. Ten, kto kocha państwo, kocha interes. Ten, kto kocha ojczyznę, kocha przeznaczenie. Pomyśl o tym, kiedy charczysz na podium i bijesz się w piersi.


 Sándor Márai Księga ziół Warszawa 2003, str. 36 - 37