Do wyborów jeszcze całe 18 miesięcy, ale sprawa jest poważna - kampania już trwa. Chodzi o betonowe fundamenty polskiej, jeszcze tak kulawej, demokracji. I proszę się nie śmiać.

Jak wszyscy wiemy Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu antypolski spisek zabrał ochronę BORu w ostatnich dniach, choć słusznie argumentował on, iż jest bliźniaczo (w sensie politycznym, a nie biologicznym, a może odwrotnie?) podobny do aktualnie urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a temuż grozi islamski spisek za jego niebotyczne dokonania.

Pan Prezydent Lech Aleksander Kaczyński zamierza ponownie wystartować w
wyborach prezydenckich. I słusznie, nikt nie może mu tego bronić. Problem pojawia się jednak w momencie zintensyfikowanej kampanii wyborczej (już trwa!), a zwłaszcza w trakcie ciszy wyborczej. Bo jeśli wszyscy się zgadzamy iż należy
się Panu Jarosławowi ochrona z racji podobieństwa, to czyż może on pojawiać
się w tych gorących 500 dniach publicznie? Jeśli jest - rzekomo - tak podobny do
jednego z kandydatów?

Jakiż zamęt powoduje w głowach wyborców! Przekonanych że głosują na... no
właśnie, kogo? Grozi nam ogromny skandal, międzynarodowy i równie wielkie
przekłamanie wyników wyborczych. Panie Jarosławie, standardy przede wszystkim,
standardy.

I tak Donald Tusk przegrał wybory...