Uwielbiam ideowe spory między Dziennikiem a Rzepą. Zanim się człowiek połapie kto jest jeszcze prawicą, a kto już nie, komu z tyłka pampers wystaje, a kto nadal pozostaje niezależny - ma gwarantowane kilka godzin znakomitej zabawy. Gdy za temat bierze się sam redaktor Rafał A. ZIemkiewicz, niedwuznaczna przyjemność rośnie w postępie geometrycznym, nawet w wersji okrojonej.

Nikt inny nie może grzmieć na Neofitów konformizmu tak wiarygodnie jak on. Persona wielu talentów. Wydawany w każdym z reżimów od przeszło ćwierćwiecza, a i za krótkich okresów złudnej wolności (rząd J. Olszewskiego, IV RP) doskonale radzący sobie na rynku. Człek przenikliwy, po sweterkach poznający, że opozycja to jakieś podejrzane indywidua - w latach 80. wiedzący to, co inni zrozumieli dopiero 20 lat później. Miłosiernie publikujący i występujący w mediach przez te indywidua (już w garniturach) prowadzonych.

Autor szeregu artykułów i nie tylko, piętnujących skłonność polactwa do kombinowania, co prowadzi do rządów Millera z Lepperem w klimacie przyzwolenia na mniejsze i większe przekręty. I szczęśliwy posiadacz hektara ziemi, bo państwo nie może sobie pozwalać na zbyt wiele w stosunku do obywatela. Nie można mu dać zbyt wiele władzy i kompetencji, bo to już dyktatura. Urzędników i polityków, oczywiście. A wolność to świętość jest! Nie jednak, jeśli państwo to wzmacnia Jarosław Kaczyński, wtedy nawet wymuszanie lojalek lustracyjnych jest w porządku. O innych aspektach odzyskiwania praworządności nie wspominając.

A właśnie, Jarosław Kaczyński. Chyba lepiej mu sie nie narażać. Jak nie tak dawno kiwnął paluszkiem na kilku redaktorów, to nasz RAZ nie zareagował. Ciekawe dlaczego? Już się szykowałem na kolejną wielkopomną publikację wieszcza, zatytułowaną "Kaczyzm", ale jakoś cicho, cichosza. Panie Rafale, Pan się nie boi, za Telewizją Publiczną PiS już nie stoi.